3ZM
30 December 2008
Głębia herbaty i płytkość słów

By napisać dobry tekst, warto przywiązać wagę do otoczenia, w którym słowa zostają przelane na papier. Oczywiście, trzeba mieć przede wszystkim myśl przewodnią, jednak okoliczności pisania mogą znacząco wpłynąć na czystość wspomnianego „przelewu“ oraz na zrozumienie dobranych słów przez czytelnika. W tym celu udałem się do herbaciarni na wzgórzu zamkowym. Spokojna i nieco mistyczna atmosfera okazała się spełniać wszystkie wymogi okoliczności sprzyjających pisaniu, toteż po zaparzeniu pierwszej czarki dobrej herbaty sięgnąłem już tylko po książkę w twardych okładkach, by posłużyła mi za oparcie pod papier. Okazało się, że książka, którą wybrałem, zawiera odpowiednią ilustrację tematu, który chciałem poruszyć.
Na 42 stronie albumu „Świat sztuki XX wieku” znalazłem zdjęcie obrazu „Kompozycja VII” z roku 1913 pędzla rosyjskiego abstrakcjonisty Vasilija Kandinskiego. Chcąc opisać doznanie płynące z tego obrazu muszę zaznaczyć, że jestem nieokrzesanym laikiem w sprawach sztuki wielkiej i zaawansowanej. W każdym razie obraz wyglądał jak płótno zbryzgane całą gamą barw z palety mistrza. Tylko miejscami niektóre kształty sprawiały wrażenie dalekiego pokrewieństwa ze znanymi figurami geometrycznymi. Jednak dla mnie – artysty barbarzyńcy – była to po prostu seria rozrzuconych w przestrzeni plam.
Kluczowym okazał się być opis fotografii: „Na tym obrazie, którego głównym tematem jest śmierć oraz ponowne zrodzenie wszechświata...” Przyznaję wprawdzie, że nie jestem w stu procentach pewien co do doznania wizualnego towarzyszącego chwili śmierci, ale zrodzenia to coś też akurat nie przypominało. Równie dobrze możnaby opisać ten obraz jako „obiad sprzed tygodnia wylany do zlewu”, albo „ekstaza schizofreniczna po dwunastym piwie”.
Tutaj właśnie leży pies pogrzebany. Świat opisywany przez media, między innymi właśnie przez prasę, jest swego rodzaju galimatiaszem złożonym z barw, odcieni i kształtów mieniących się w kalejdoskopowej układance, która jest nie do ogarnięcia. Wszelkie próby umownego opisania tego gulaszu są tylko ograniczonymi i bardzo uproszczonymi hasłami typu „zrodzenie wszechświata”, „zupa rybna”, albo „Stany Zjednoczone mają nowego prezydenta”.
Nie musimy się łudzić co do poziomu uświadomienia dzisiejszego przeciętnego czytelnika prasy. Kolorowe gazetki sprzedawane w największych nakładach w kraju są najlepszym przykładem złego przykładu. Jednak nie wolno nam zwalać winy na tępego Kowalskiego, bo nie byłoby to ani prawdziwe, ani grzeczne. Znaczącą odpowiedzialność ponoszą bowiem tutaj autorzy tekstów, przy pomocy których jest utwarzana kultura w najszerszym tego słowa znaczeniu.
Wielu nie zdaje sobie sprawy z siły opublikowanego słowa. Wielu, co gorsza, zdaje sobie sprawę i świadomie zaśmieca przestrzeń globalnej myśli ludzkiej wprowadzającymi w błąd bełkotami udającymi ostateczne stwierdzenia. Kto z nas kwestionuje zasłyszane w telewizji zdania, lub przeczytany w prasie nagłówek? Kto z nas przyjmuje odebrany przekaz za oczywisty?
Płycizna i prostota zalewają rzeczywistość niczym chwasty zarastające żyzne łany ludzkiego rozumu. Gdyby Kandinskij miał ukazać to na swoim obrazie, pewnie wylałby wiadro starego, śmierdzącego oleju silnikowego na płótno, przykrywając przy tym dużą część barwnej i różnorodnie w swej formie przedstawionej rzeczywistości. Czytelnik – konsument i barbarzyńca przyjąłby to z oczywistym przytaknięciem. Czytelnik świadomy przy odrobinie wysiłku ujrzy, że pod świeżą warstwą spalonego oleju kiedyś kryła się kolorowa gra świateł i cieni. Ta złożoność barw to nic innego, niż nasze wartości, przekonania, języki, zwyczaje i upodobania. Świat jest zbyt piękny, by go upraszczać.